do dzieła!

 

A potem okazuje się, że nie jest tak łatwo.

 

Znów naprzeciw mnie stanęły moje przekonania. Co gorsza tym razem były to te, które wcześniej traktowałam jako swoich sprzymierzeńców.  Na przykład to, że na spełnienie marzeń trzeba trochę poczekać. Że muszę coś robić, i to nie byle co, ale to konkretne „coś”. Że powinnam mieć pewne cechy i umiejętności…

 

Dotknęłam swoich przekonań na temat tego, jak działa świat i okazało się, że zwątpiłam.

 

Zwątpiłam w każde moje przekonanie. Zwątpiłam w autorytety, które mi te przekonania wtłoczyły. No i niby na jakiej podstawie ich słowo stało się dla mnie tak ważne?

 

Czy jest coś, co możnaby uznać za  prawdę?

Obiektywnie…

 

źródło zdjęcia