Są takie dni, w których aż chce się żyć. Bardziej niż zwykle.
Ale są też takie w których nic się nie chce!
I nie mówię tu o niechęci do sprzątania czy porannego wstawania do pracy.
Mam na myśli chwile, w których problemów, które na Ciebie spadły jest tak wiele, że trudno złapać oddech.

 

Miałam kilka takich chwil w swoim życiu i dzięki nim dostrzegłam, że to desperacja jest moim najsilnijszym motywatorem. Uciekam od braku szczęścia i nadziei. Uciekam, gdy jestem przekonana, że może być dobrze, że jestem warta…

 

Od pewnego czasu było mi coraz trudniej, a w ciągu kilku ostatnich miesięcy zostałam wręcz zasypana „wyzwaniami”, którym trzeba było stawić czoła. Krok po kroku skończyło się stare życie, więc, pomimo strachu przed skokiem w nieznane, rozpoczynam nowe.

 

Tak się akurat złożyło, że mój koniec i początek zbiegł się w czasie z przełomem roku. I dobrze, bo, możesz wierzyć lub nie, podświadomie przywiązujemy wagę do „magicznych” dat.

 

Mam więc postanowienie noworocznenapisać siebie od nowa.
Dla siebie!

 

I jeszcze dwie sprawy:

  1. Fajnie mieć prawdziwych przyjaciół 🙂 Dziękuję za to, że jesteście w moim świecie. Jesteście bezcenni. Wasze smsy i rozmowy z Wami również. Dziękuję 🙂
  2. Mój wpis bierze udział w grudniowej edycji Karnawału Blogowego Kobiet, którą mam przyjemność prowadzić razem z Grażyną w ramach naszego Kompasu Marzeń.