Category Archives: cienie i blaski rozwoju

czyli słów parę o jego różnych obliczach

O sztuce dobrego życia

by

„Książka, jak książka” myślałam.

Myliłam się.

 

Myślałam, że dobre poczucie własnej wartości oznacza, że człowiek nie zaznaje trudności emocjonalnych. Chciałam się tego nauczyć, ale okazało się, że byłam w błędzie. Poczucie własnej wartości to nie tarcza, którą możemy się zasłonić, by niewzruszenie stać na swojej pozycji. To coś zupełnie innego.

Uświadomiłam sobie też, że rozwój osobisty (zresztą tak, jak poczucie własnej wartości) jest jak „terapia chorych na cukrzycę, astmę czy nadciśnienie” – trzeba go zorganizować w taki sposób, aby nie przeszkadzał w prowadzeniu normalnej, satysfakcjonującej egzystencji.

 

„Niedoskonali, wolni, szczęśliwi” autorstwa Christophe Andre to książka wyjątkowa i zaskakująca.

Polecam!

Jak to jedna taka po schodach wbiegała…

by

Przyłapałam się!

 

Gdy otwarłam oczy, przywitał mnie piękny słoneczny poranek. Nic nie zapowiadało tak ważnego dla mnie zdarzenia.

A wszystko dlatego, że wychodząc z mieszkania zapomniałam wziąć ze sobą kluczyków do samochodu. Obecnie mieszkam na drugim piętrze, a ich brak zauważyłam dopiero, gdy byłam na piętrze pierwszym.

Cóż miałam robić?

Odwróciłam się i szybko pobiegłam w górę.

 

Wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy dobiegając do celu (jak mi się wtedy wydawało), dotarłam do… innego mieszkania!

 

Potrzebowałam dobrej chwili, żeby zdać sobie sprawę z tego, co się stało:
moje nogi z przyzwyczajenia poprowadziły mnie o dwa piętra w górę i tak wylądowałam na piętrze trzecim 🙂

 

Niby nic, ale…

Na własnej skórze przekonałam się, że:

  1. Całe moje życie opanowały nawyki. I nie ważne, czy jest to sposób pracy, komunikacja z innymi ludźmi czy… powrót do domu.
  2. Silny nawyk wyrabia się znacznie szybciej, niż sądziłam. Wystarczyło 3 miesiące w nowym miejscu, by podświadomość dyktowała mi kroki, które powinnam wykonać

 

To chyba dobrze.

Jest nad czym pracować 🙂

 

Źródło zdjęcia

Najpierw, a nawet wcześniej…

by

Mój czas jest ograniczony.

Do dyspozycji mam tylko 24 godziny dziennie i 365 dni w roku.

A lista zadań do wykonania wciąż rośnie…

 

 Priorytety

Co jest dla mnie najważniejsze? Mogłabym wymieniać długo, ale wyjdzie na to, że całe moje życie to jeden wielki priorytet. I faktycznie czasami poszczególne aspekty mojego świata przepychają się wzajemnie, by choć na chwilę zdobyć tytuł najważniejszego z ważnych.

> pieniądze – niby nie najważniejsze, ale czasem przyłapuję się na tym, że dokonuję niechcianych wyborów tylko po to, by mieć co do garnka włożyć (oczywiście potem dorabiam teorię, dzięki której łudzę się, że pieniądze nie były jedynym motywatorem)

> dzieci – nawet gdy myślę, że to nie jest mój priorytet, moje dzieci zrobią wiele, by wyprowadzić mnie z błędu 😀

> związek – w teorii: łatwizna, w praktyce budowanie udanych relacji wymaga zainwestowania sporego kawałka siebie, no więc zdarza się, że rezygnuję z czegoś w imię przyszłości u boku bliskiej mi osoby

> zdrowie – samo radości nie daje, ale bez niego trudno cieszyć się z pozostałych części życia

>

 

Choć czasem

Przychodzi taki moment, w którym wszystkie pilne lub ważne (a nawet pilne i ważne) sprawy odsuwam na boczny tor.

 

Wtedy priorytet jest jeden – ja.
Moje potrzeby i moje emocje.

Nie czuję potrzeby  tłumaczenia się.
Nie mam wątpliwości.
Nie jestem związana z moimi przekonaniami.
Nie słucham oczekiwań, nawet tych wobec samej siebie.

 

Tylko JA!
Żaden inny priorytet nie jest w stanie zepchnąć go z piedestału.

 

Świadomie uczę się słuchać siebie. Uczę się stawiać swoje odczucia na samym przedzie. A może nawet wcześniej. Tak, aby JA było poza klasyfikacją.

 

 

Artykuł bierze udział w Karnawale Blogowym Kobiet. Tematem #2 Edycji zaproponowanym przez Justynę z Bridgehead PRPriorytety w życiu.

Nowe życie

by
zdjęcie: pixabay.com

Ponad rok temu, w czasie nowiu w Baranie wykonałam moją mapę marzeń. Nie była to moja pierwsza mapa, ale z perspektywy czasu oceniam, że była to jedna z najskuteczniejszych map, jakie stworzyłam.

Wiele spośród trudnych (żeby nie powiedzieć: niemożliwych) marzeń zrealizowałam: moja książka, inna praca, przeprowadzka w góry, szkolenia u najlepszych trenerów świata…

 

Jest radość 🙂

 

Dziś kolejny nów w Baranie, a ja…
znów zaczynam moje nowe życie 🙂

W krzywym zwierciadle

by
zdjęcie: pixabay.com

Podobno każdy człowiek, którego spotykamy na naszej drodze jest naszym lustrem. A im bardziej zwróci on naszą uwagę, im więcej energii mu poświęcamy, tym lepiej pokazuje to, z czym mamy się zmierzyć.

 

Na co dzień mam kilka takich luster.
Dodatkowo, wnikając w nowe środowisko spotykam kolejne.

 

Dziś zaczęłam nową lekcję – stawianie zdrowych granic: w związku, w pracy, w rodzicielstwie, w byciu sobą…

 

A Ty? Co masz teraz „na tapecie”?

 

 

P.S.

Jeśli masz wrażenie, że ten wpis jest „jakiś taki krótki”, masz rację.

Jest to najkrótszy i jednocześnie najważniejszy dla mnie wpis.

Kilka miesięcy temu obiecałam sobie, że będę pisała bloga szczerze i regularnie. Teraz musiałam wybrać, czy „na siłę” stworzę normalnej długości tekst, poczekam na „wenę”, czy też dotrzymam danego sobie słowa.

 

Wybrałam siebie.
I czuję, że wygrałam 🙂

Chyba dorastam…

by

Bałam się tego weekendu.

Święta nastrajały do spotkań z rodziną i znajomymi, a tu… pełnia w Wadze, którą w ubiegłym roku przeżyłam bardzo silnie.

Pełnia to czas, kiedy emocje wychodzą z człowieka z prędkością błyskawicy. Znak Wagi skłania do przywrócenia równowagi, zwłaszcza w relacjach międzyludzkich.

 

Jak tu spokojnie nastroić się do takiego okresu, skoro nawet świadomie dostrzegałam nierównomierny rozkład sił i brak harmonii w różnych aspektach mojego życia.

 

Ale w końcu przyszły Święta, a wraz z nimi rozmowy (o wszystkim i o niczym) oraz zwyczaje i nawyki (nie zawsze świąteczne, a czasem nawet irytujące).

Wiesz jak to jest, gdy obiecujesz sobie, że następnym razem zachowasz się w odmienny sposób, a potem przychodzi „zwykła” rzeczywistość?

Tym razem nic sobie nie obiecywałam. Tym razem poszłam na żywioł. Bez oczekiwań lecz otwarcie i z wielką ciekawością „jak to będzie”.

 

Przeżyłam 🙂
Mało tego: zaskoczyłam samą siebie, bo przyłapywałam się na… odpuszczaniu konieczności posiadania racji.

 

Wcześniej słyszałam, że to możliwe, ale mimo wszystko w życiu codziennym czułam, że wiem lepiej.
Tym razem było inaczej.

 

Odpuściłam.
I zauważyłam, że wspaniale jest nie musieć mieć racji.

 

Może dorastam?

Szczęście – wersja limitowana

by

Czym jest szczęście?

To przecież proste. Każdy intuicyjnie wie, kiedy czuje się szczęśliwy. Ja też.

Jednak na co dzień zdarza mi się zapominać o tym, że „szczęścia” bywają różne.

 

Są w życiu zwykłe momenty radości, w których czuję, że jest dobrze. Cieszę się, ale fajerwerków nie widać. Życie toczy się dalej, a ja… z czasem zapominam.

Jest też wielka radość, której doświadczam, gdy spełni się któreś z moich marzeń. Skaczę, przytulam innych i wydaję z siebie trudne do opisania dźwięki, ale po tej euforii znajduję kolejny cel i tylko duma z dotychczasowych osiągnięć przypomina mi o szczęściu, jakiego dawno temu, w odległej galaktyce doznałam.

Jest wdzięczność, która również jest pewnym obliczem szczęścia. Tyle, że wyrażonym w ciszy i raczej sercem niż czymkolwiek innym. Widzę, że mam znacznie więcej niż na co dzień zauważam. Cieszę się z moich przeszłych decyzji i tego, co jeszcze przede mną.

 

Ale jest też „prawdziwe” dla mnie szczęście. To moment, w którym zapiera dech w piersiach (obu!). Fascynująca chwila, w której mam ochotę trwać bez końca. Staję się jednością z idealnym wszechświatem. Wiem, że jestem właściwą osobą we właściwym miejscu o właściwym czasie.

 

Jednak to szczęście jest jakieś dziwne, bo czasami czuję się tak prawdziwie szczęśliwa nawet, gdy jest mi źle. Nawet, gdy jest trudno. Po prostu wiem, że jest idealnie tak jak miało być. Dokładnie tak, jak jest dla mnie najlepiej.

Być może żeby być szczęśliwą, wcale nie musi być dobrze, może po prostu wystarczy poczuć: „Jestem! Właśnie o to chodziło!”

 

Jest jeszcze jeden powód, dla którego moje prawdziwe szczęście jest dziwne – oczarowanie chwilą i przepełniające serce uczucia umykają, kiedy tylko pomyślę „Jest bosko! Jestem szczęśliwa.”
Płochliwe to szczęście, skoro nawet taka myśl potrafi je przegonić…

 

Przychodzą z zaskoczenia, uciekają nagle…
Naprawdę nie wiem, jak rozgryźć najpiękniejsze chwile w moim życiu.

Może kiedyś znajdę klucz do prawdziwego, szczerego, jedynego w swoim rodzaju szczęścia.
Ale jeszcze nie teraz.
Bo teraz jest czas, by się nimi cieszyć, a nie, by je rozumieć.

 

Artykuł bierze udział w Karnawale Blogowym Kobiet.
Tematem zaproponowanym przez Grażynę z bloga BiznesMam, jest przepis na szczęście.

Podróże kształcą

by

Ten tydzień upłynął mi pod znakiem podróży, podczas których miałam okazje spotkać się z wieloma ludzi. Znajomymi i zupełnie mi obcymi. Lubianymi oraz takimi, od których wolę trzymać się z daleka. Bogatymi lub przerażająco biednymi. Znanymi, ale też zwykłymi „przeciętniakami”.

 

„Przeciętniakami”, spośród których części udało się mnie zaskoczyć.

 

Jeśli kiedykolwiek brałaś udział w imprezie masowej z pewnością wiesz, jak długo czeka się w kolejce do toalety 🙂
(Czytaj dalej! To naprawdę jest tekst dot. rozwoju osobistego!)
Niektórzy śmieją się i rozmawiają ze znajomymi, ale większość czeka w napięciu i tylko modli się o to, żeby zdążyć 😉

Podczas szkolenia Anthonego Robbins’a w Poznaniu kolejka do toalety (damskiej, bo tylko w takiej odważyłam się stanąć 😉 ) była oczywiście dłuuuga, ale skracała się wyjątkowo szybko. Powód?
Nie, to nie liczba dostępnych kabin, ale… wyjątkowa kobieta, która nieświadomie zastosowała nauki Tony’ego. Zamiast tylko dbać o czystość toalety, co należało do jej obowiązków, postanowiła również… „kierować ruchem” 😀
Wiem, że to brzmi dziwnie, ale jeśli też tam byłaś, to wiesz, o czym mówię 😀
Dyrygowała „klientkami” i wskazywała dokąd każda z nas powinna się udać, by wszystko poszło sprawnie 🙂
Efekt? Ona każdego dnia zbierała tysiące pochwał i podziękowań, a wszystkie panie wychodziły z toalety roześmiane i zadowolone (co nie uszło uwadze mężczyzna 😀 ).

 

Ta sytuacja przypomniała mi chwilę, kiedy będąc poprzedniego dnia w Płocku weszłam do firmy. Gdy tylko przekroczyłam próg podeszła do mnie kobieta z miotłą.

Nie, to nie była czarownica. Wyglądała raczej na sprzątaczkę. Niby nic nadzwyczajnego, ale ona się uśmiechała! Mało tego, podeszła do mnie i zapytała, czy może mi pomóc!!!
Powiedziałam, czego szukam i zapytałam o kierunek, w którym powinnam pójść. Wyjaśniła, ale dopytała też o konkretny cel mojej wizyty. Gdy zdradziłam jej to, po co przyszłam, podpowiedziała mi, że aby załatwić sprawę powinnam pójść zupełnie gdzieś indziej! Pokierowała mnie dokładnie, dzięki czemu wszystko szybko załatwiłam 🙂

 

 

No i jeszcze sprzedawczyni w sklepie, która nie chciała mi sprzedać sałatki, bo 3 dni później miał minąć termin jej przydatności do spożycia. Mimo moich nalegań kobieta upierała się, że dba o moje zdrowie i zależy jej na spokoju sumienia oraz reputacji jej pracodawcy. Cóż miałam zrobić? Podziękowałam za potencjalne uratowanie życia i powiedziałam, że jest wspaniałym człowiekiem. A wiesz, co ona mi odpowiedziała?
– Świat jest pełen dobrych, wspaniałych ludzi. Trzeba ich tylko dostrzec.

 

Szok!

Nie, żeby to było dla mnie nowością, ale ta kobieta naprawdę wierzyła w to, co mówi i z pewnością nie był to efekt wyuczenia się pozytywnego myślenia.

Jak z takimi „zwykłymi” zawodami można się uśmiechać? Jak żyjąc „przeciętnym” (lub nawet mniej niż przeciętnym) życiem można być szczęśliwą?
Widocznie można.
Ludzie są różni…

Czasami Ci, po których niczego wielkiego się nie spodziewamy, potrafią zaskoczyć i w praktyce pokazać, co znaczy wartość dodana.

Uczę się

by

Uczę się. Jak każdy.
Jedni uczą się języków obcych, inni – nowego zawodu, a ja?
Czegoś, co zwykłym ludziom może wydawać się śmieszne.

 

Ostatnio uczę się… dawać sobie nagrody.

 

Od dawna robię wiele ważnych i wartościowych rzeczy. Wypracowałam w sobie nawyk zapisywania co najmniej 10 sukcesów odniesionych każdego dnia. Doceniam siebie i to, co robię.

Ale co z tego, skoro satysfakcja z osiągnięć umyka w natłoku codziennych zajęć i obowiązków.

 

Teraz zaczynam nowy rozdział.
Uczę się wynagradzać sobie wysiłek wkładany w osiąganie celów.

 

Dziś „w nagrodę” kupiłam sobie sok z kaktusa. Nie piłam go chyba z 10 lat. Kosztował co prawda 2,49zł (wiem, wiem… poszłam po bandzie 😀 ), ale warto było bo delektowałam się nim przez kilka godzin.

 

Być może Ty potrafisz dawać sobie nagrody.
Ja dopiero się tego uczę.

Zaczepialski

by

– Witaj!

– To znowu ty?! Spadaj stąd! – burknęła.

– Nie mogę.

– Możesz, pozwalam ci!

– No właśnie nie pozwalasz- odpowiedział.

– Ja??? Przecież to ty przyłazisz, kiedy tylko masz ochotę i wtrącasz się w moje życie! – nie dawała za wygraną.

– Przychodzę, bo nie dajesz mi odejść. Co jakiś czas zastanawiasz się, czy dokonałaś dobrego wyboru. Co jakiś czas wyobrażasz sobie, jakby to było, gdybyś wybrała mnie…

 

Stała smutna.

Czasami faktycznie zdarzały się dni, w których żałowała decyzji, którą podjęła. I to była właśnie jedna z takich chwil.

 

– Pojawiasz się, gdy żałuję swojego wyboru? – wolała się upewnić.

– Gdy żałujesz, gdy masz wątpliwości, gdy wspominasz… – potwierdził spokojnym głosem.

– W takim razie co mam zrobić? – zapytała po chwili.

– Nie wiem – przyznał. – A co możesz w tej sytuacji zrobić?

– Nic!

– Czyżby? – roześmiał się głośno.

– Tak! – warknęła rozdrażniona.

– Dobrze, wobec tego ja zrobię to samo. Nic! Nadal będę stał za tobą, w twojej przeszłości. Jeśli będziesz szła przed siebie, nie zobaczysz mnie już nigdy więcej.

– Już to przerabialiśmy i wiem, ze nie dasz mi spokoju!

– Ja? Przecież to ty ciągle się odwracasz i przywołujesz mnie do siebie – brzmiał rozbawiony.

– Więc co mam robić? – ciągnęła zniechęcona.

– Nie odwracaj się. Idź przed siebie.

– Ale będę czuła na sobie twój oddech…

– Wspomnienia nie oddychają – odparł.

 

Spojrzała mu prosto w oczy. Czyżby mówił prawdę? Czy naprawdę stoi obok niej, bo ona ciągle o nim myśli? Bo ciągle odwraca się i woła go?

Odwróciła się i zrobiła krok, nasłuchując, czy jej nie śledzi. Ale przeszłość stała nadal na swoim miejscu. Zrobiła drugi krok i trzeci…
Z całych sił koncentrowała się na tym, by patrzeć przed siebie, ale czuła, że musi się odwrócić. Chciała go przeprosić i powiedzieć, że wcale nie był taki zły… a może nawet lepszy niż wybór, którego dokonała…

Dopiero teraz dotarło do niej, że miał rację. Była na siebie zła, ze znów chciała zrobić to samo.

Jak długo da radę iść drogą, którą wybrała? Ile jeszcze wytrzyma?